poniedziałek, 14 maja 2018

Kaznodzieja tom 4 Garth Ennis



„Kaznodzieja” to jedna z najsłynniejszych serii firmowanych logiem Vertigo. Przez lata od pierwszej publikacji zyskała status kultowej i stała się niejako wzorcem komiksu dla dorosłych. Pisana przez charyzmatycznego Irlandczyka Gartha Ennisa łamie wiele tabu, prowokuje ale przy tym nie jest przeintelektualizowana i mimo wszystko przede wszystkim bawi.


Komiks opowiada historię pewnego prowincjonalnego kaznodziei Jessego Custera, który został obdarzony nadludzką mocą, przez byt zwany Genezis, który został zrodzony z nietypowego mezaliansu – romansu anioła z demonem. Mniej więcej w tym samym czasie Bóg porzucił niebo, zostawiając je w chaosie. Custer wraz z towarzyszami – dziewczyną Tulip i szalonym irlandzkim wampirem Cassidym – ruszają przez Amerykę próbując odnaleźć Stwórcę. Ich śladem podąża kontrolująca świat organizacja Graal i wysłannik nieba, kowboj Święty od Morderców. Jedną z istotnych cech tej serii jest fakt iż mieszają się tu gatunki: komedia z horrorem, westernem i romansem. 



Niniejszy, czwarty tom tej serii jest kolejną przejściową częścią. Akcja zostaje pchnięta do przodu jedynie przez kilka zeszytów, gdyż publikacja ta zawiera też trzy wydania specjalne poświęcone pobocznym postaciom tej opowieści. Scenarzysta, Garth Ennis uważniej przygląda się Starrowi, przywódcy organizacji Graal. Chwilę później porusza temat wcześniejszych losów Gębodupego, okaleczonego chłopaka, którego losy przecięły się z kaznodzieją i jego ekipą. W końcu dłuższy fragment skupia na dwóch zwyrodnialcach z głębokiego południa, którzy przez lata byli związani z rodziną Custera. Wszystkie z tych opowieści to całkiem przyzwoita rozrywka, ale niewiele wnoszą do głównej fabuły co stanowi największy mankament tego tomu. Jednak wierni czytelnicy Ennisa nie powinni być zawiedzeni.

Nadwornym rysownikiem serii jest nieżyjący już, przyzwoity rzemieślnik Steve Dillon, jednak w wydania specjalne zawarte w tym tomie tworzyli Peter Snejbjerg, Carlos Equazera i Richard Case. Być może warstwa graficzna nie zachwyca – nie ruszyły mnie nawet prace Equazery, którego całkiem lubię - ale wszyscy twórcy prezentują przyzwoity poziom. Rysunki są na tyle sprawne, że świetnie obrazują fabułę wysnutą przez Ennisa, ale na ścianie bym sobie ich na pewno nie powiesił.



„Kaznodzieja” nie jest komiksem dla każdego. Treści w nim zawarte są – nie bójmy się tego słowa – obrazoburcze, a przy tym mocno uwypuklają cechujące tego scenarzystę lewicowe spojrzenie na świat. Dostaje się tu religii i wszelkiej maści fundamentalistom. Komiks od zawsze był medium kontestującym, ale Kaznodzieja jest chyba pierwszym dziełem (a na pewno najsłynniejszym) głównego nurtu, które tak mocno kopało w skostniałe, konserwatywne wartości. Mimo iż od pierwszej publikacji minęło już wiele lat, to komiks Ennisa dalej potrafi zaszokować co wrażliwszego czytelnika. Niemniej, jeśli chcecie na własnej skórze sprawdzić jak dobra potrafi być twórczość tego uznanego już za klasyka scenarzysty to powinniście sięgnąć właśnie po „Kaznodzieję”. Ostrzegam jednak, że musicie się przygotować na jazdę bez trzymanki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz